Każdy zna ten moment: ktoś mówi „pojedziemy moim autem”, a po godzinie w ciasnym fotelu przestajesz czuć nogi. Serwis The Autopian pyta czytelników o najbardziej niewygodną podróż samochodem, jaką mają za sobą.
Autor wspomina tylną kanapę rodzinnego 280Z 2+2, czyli wydłużonej wersji słynnego 240Z, w której rozstaw osi powiększono o około stopę. Gdy dzieci urosły ponad pięć stóp, po mniej więcej godzinie jazdy drętwiały mu kończyny. Mimo to nie narzekał, bo bał się, że mama uzna to za powód do zmiany auta, a zamiast Porsche 928 czy Supry w garażu mógłby wylądować praktyczny Volvo 240 albo Toyota Cressida.
Przytacza też opowieść, którą usłyszał od kolegów ze studiów. Mieli pojechać z Michigan do Wisconsin we trzech w RX-7 FC, a jeden z wyższych siedział na „tylnej kanapie”, czyli w praktyce na wyściełanej półce. Według szacunku autora to musiała być podróż na siedem, osiem godzin.
Nie wszystkie takie wyprawy muszą być złe, bo część z nich daje świetne wspomnienia. Komfortu jednak w nich nie było. A jaka była Wasza najbardziej ciasna trasa?




