Szop pracz, gatunek obcy pochodzący z Ameryki Północnej, to w Polsce rosnący problem. W ubiegłym roku w całym kraju odstrzelono 14 tys. osobników, a dwa lata wcześniej – 7 tys.
W Parku Narodowym „Ujście Warty” Weronika Baranowska i dr Magdalena Bartoszewicz znalazły 14 miejsc rozrodu szopa. Dwanaście było w dziuplach, zwykle wierzb, a dwa w drewnianych skrzynkach lęgowych dla kaczek. Z analizy diety wynika, że ptaki stanowiły około 25 proc. pokarmu szopów, a sukces lęgowy monitorowanych gęgaw i łabędzi niemych był ostatnio bardzo niski. Średnia liczebność młodych w miocie przekraczała 4, czyli więcej niż w podobnych badaniach w Niemczech, gdzie wynosiła średnio 3. Autorki wiążą to m.in. z dużą dostępnością pokarmu na terenach podmokłych.
Kolce i kołnierze, które chronią budki przed kunami, szopów nie zatrzymują. Według Baranowskiej skuteczne są dopiero śliskie osłony na pnie, np. z pleksi, o wysokości co najmniej metra. Badaczka podkreśla też, że sam odstrzał ani samo przekazywanie zwierząt do azyli nie rozwiążą problemu, więc trzeba łączyć różne metody. Jeśli zauważysz szopa, zgłoś to organowi zarządzającemu terenem, np. wójtowi lub burmistrzowi.
#szoppracz #ochronaprzyrody




