Tim Sweeney, prezes Epic Games, znów krytykuje Valve. Tym razem chodzi o zasady Steama dotyczące ujawniania użycia AI w grach. Sweeney nazwał je „odrażającymi”. Jego zdaniem zmuszają one deweloperów do składania deklaracji, które mogą zostać wykorzystane przeciwko nim przez przeciwników tej technologii.
Steam wymaga od twórców informacji o tym, jak użyli generatywnej AI do przygotowania treści w grze. Dotyczy to m.in. grafik, dźwięków, narracji czy lokalizacji. Sweeney od dawna się z tym nie zgadza. Pod koniec zeszłego roku przekonywał, że takie oznaczenie nie ma sensu, a w czerwcu porównał je do „szkarłatnej litery”, czyli piętna, które może zaszkodzić komercyjnemu sukcesowi gry.
Wypowiedź spotkała się z poparciem i z oburzeniem. Dla części graczy informacja o generatywnej AI jest ważna, bo pozwala świadomie zdecydować, czy sięgnąć po daną grę. W dyskusji wracają też wątpliwości dotyczące praw autorskich, etyki i wpływu AI na pracę artystów. Valve przyznaje, że te obawy są uzasadnione, ale widzi też możliwości odpowiedzialnego wykorzystania technologii.
Ciekawy jest kontekst: Epic mocno promuje AI we własnych działaniach. Nowa wersja Epic Games Store powstała dzięki tzw. vibe codingowi. Zapowiedziany w piątek konkurs tworzenia gier na Unreal Engine miał początkowo wymagać użycia AI, ale zasady zmieniono i nie jest to już obowiązkowe.
#EpicGames #Steam




