Euzebiusz Smolarek, w latach 2002–2010 gwiazda reprezentacji Polski, w rozmowie z Interią mówi o kadrze i o kolejnym pokoleniu napastników. Dziś jest prezesem Polskiego Związku Piłkarzy, a czas dzieli między Holandię i Polskę. Jego zdaniem w obecnej reprezentacji brakuje przede wszystkim stabilności: ktoś ma pomysł i się go trzyma, a piłkarze wiedzą, że ich praca ma sens.
O selekcjonerze Janie Urbanie mówi, że to dobry człowiek, który zna się na swojej pracy. Przyznaje, że szkoda mu przegranego barażu ze Szwedami, bo jego zdaniem Polacy zagrali nieźle. Przed kolejnymi meczami Ligi Narodów liczy, że piłkarze pokażą pasję i zrobią wszystko, co się da. Nawet jeśli punktów zabraknie, ma to być powód do dumy.
Wspomina też czasy Leo Beenhakkera, gdy drużyna wygrywała z Portugalią i Belgią. Według Smolarka decydowało to, że zespół trzymał się razem, nie było gwiazd, a każdy robił swoje. Opowiada również o ostatniej rozmowie z trenerem, który przyznał, że po awansie na Euro popełnił błąd: zmienił system gry i oddał przygotowanie fizyczne komuś innemu.
O następcy Roberta Lewandowskiego Smolarek mówi spokojnie: może dziś go jeszcze nie widać, ale się pojawi. „Kadra nie zostanie bez napastnika." Przypomina, że sam kiedyś strzelał ważne bramki dla reprezentacji, a po nim przyszedł Lewandowski.




